Mój pierwszy bezglutenowy chlebek

Postanowiłam upiec własny chleb. To podwójny debiut, bo nigdy w życiu nie piekłam żadnego chleba, a jeśli chodzi o ciasta, można powiedzieć, że zaliczyłam już wtórny analfabetyzm w tej dziedzinie. Obserwując od jakiegoś czasu przepisy pojawiające się na facebookowej grupie „Bezglutenki”, wybrałam jeden, który skusił mnie swoją prostotą i obietnicą łatwego uzyskania efektu. W końcu przecież o to chodziło, żeby się szybko nie zrazić poziomem skomplikowania czynności technicznych (namiary do oryginalnego przepisu, na którym się wzorowałam, mogę podać na żądanie). Ostatecznie, tą pierwszą próbą się jednak nie pochwalę:) Zbyt dużo wody sprawiło, że ciasto nawet nie zmieniło konsystencji z płynnej i po godzinie w gorącym piekarniku tylko bulgotało złowieszczo… Dlatego szybko zmodyfikowałam przepis i w drugim podejściu zastosowałam mniej więcej takie ingrediencje i proporcje:

Przepis na bezglutenowy chlebek gryczany

  1. szklanka mąki gryczanej
  2. 1/3 szklanki mąki kukurydzianej
  3. 1/4 szklanki mąki ryżowej
  4. 1/4 szklanki mielonego lnu
  5. szczypta soli
  6. szczypta cukru trzcinowego
  7. paczka drożdży instant
  8. 1/4 szklanki ziaren (słonecznik, pestki z dyni)+opcjonalnie duża łyżka sparzonych rodzynek
  9. 2 szklanki ciepłej wody
przed wymieszaniem

przed wymieszaniem

Najpierw wsypałam suche składniki (prócz ziaren/rodzynek) do dużej głębokiej miski i wymieszałam je ze sobą. Następnie dodałam dwie szklanki ciepłej wody. Aby podczas mieszania nie tworzyły się grudki użyłam blendera. W trakcie miksowania sprawdzałam konsystencję i gdy trzeba było, dosypywałam odrobinę mąki gryczanej i kukurydzianej – dążyłam do uzyskania efektu puszystego ciasta na racuchy lub bardzo gęstej śmietany.  Na tym etapie dodałam również ziarna i rodzynki (w zasadzie można dodać to, co kto lubi w chlebku – następnym razem spróbuję ze śliwkami;) ). Kolejnym krokiem było odstawienie masy w ciepłe miejsce na 20 minut. Ja przykryłam miskę dodatkowo czystą bawełnianą ściereczką (kontynuując tradycje wyniesione z domu rodzinnego, żeby utrzymać cieplejszą temperaturę ciasta). W międzyczasie przygotowałam foremkę (24cm/10cm, ja używam silikonowej, lekko natłuszczonej), do której po czasie przełożyłam/przelałam ciasto. Chlebek piekłam w 200 st.C przez 55 min. Po zakończeniu pieczenia przez chwilę pozostawiłam wypiek w ciepłej atmosferze piekarnika, którego uchyliłam, żeby zmiana temperatury nastąpiła stopniowo, a chlebek zachował kształt i puszystość.

po upieczeniu

po upieczeniu

Sam chlebek wyrósł i wyglądał smakowicie:) Ponieważ piekłam ciasto późnym wieczorem, spróbowałam efektów następnego dnia rano. Wypiek przez noc nieco opadł, stał się podobny w strukturze do chleba żytniego. Dzięki dodatkowi zmielonego siemienia lnianego zyskał spoistość, nie kruszy się i trzyma formę po pokrojeniu na kromki (wręcz następnym razem dodam mniej siemienia, bo w smaku był mocno wyczuwalny). Po tym eksperymencie z pewnością chlebki własnej roboty na stałe zagoszczą u mnie w domu – jako ciekawsza i mniej przetworzona alternatywa dla kupnego pieczywa, w którym (szczególnie w produktach bezglutenowych) bywa i pełno chemicznych dodatków poprawiających jego właściwości. Na zdrowie 🙂