Relacja z pokazu Berlin Fashion Week

Jak na bloga lajfstajlowego przystało w końcu musiał pojawić się post traktujący o modzie. Zaczynamy więc z tak zwanej grubej rury, od opisu jednego z pokazów mody w ramach Berlińskiego Tygodnia Mody 2015. Niestety, jako totalna modowa ignorantka nawet nie będę starała się o cień profesjonalizmu, zatem, drodzy czytelnicy, przygotujcie się na mocno subiektywną relację z tego nie do końca zrozumiałego dla mnie świata.

fashion week

Promocja Tygonia Mody w komunikacji miejskiej. Czy Warsaw Fashion Week powinniśmy reklamować stereotypowym polskim turystą?

Pokaz, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, należał do młodego, pochodzącego z Monachium projektanta, Marcela Ostertaga i nosił tytuł LAVA. Oczywiście, do dnia pokazu nie wiedziałam, kto zacz, jednak Internet podpowiedział, że to utalentowany, kształcony w londyńskim Central St. Martin College projektant mody, od 9-ciu lat działający jako własna marka modowa.
Ubrania proponowane przez Ostertaga na sezon jesień/zima 2015/2016 to zwiewne, kobiece kroje w dominujących barwach beżu, czerni i czerwieni oraz motywu granatu i pomarańczu – tytułowej LAVY. Większość kolekcji stanowiły sukienki, w tym długie, koktajlowe, z lekkiej, tańczącej wręcz tkaniny, część to oversizowe płaszcze, żakiety i narzuty. Ubrania miłe dla oka, moim skromnym zdaniem nic odkrywczego, ale miło, że styl na najbliższe miesiące ma być elegancki a jednocześnie niezobowiązujący. Oversizowe płaszcze natomiast wyglądały w miarę dobrze na modelkach, ale nie chciałabym w nich widzieć siebie, w czasie typowej jesiennej pogody, bez pięknie ułożonych włosów, makijażu i odpowiedniego oświetlenia. Byłoby co najmniej lumpiasto.

lava

Kolory LAVY

black

Zwiewne beże i czernie


LAVA - najpiękniejsza

Tak wygląda LAVA

Szoł miał miejsce w budynku dawnego lazaretu (po renowacji będącego halą wielofunkcyjną) co miało podkreślić ekscentryczność projektanta. Całość otwierał krótki koncert rockowy a wieńczył oczywiście wesoły bankiet.
Spodziewałam się, że publiczność, w dużej mierze będąca bliższymi lub dalszymi znajomymi Pana Marcela będzie specyficzna i nie zawiodłam się. A zatem, pora na aktualnie obowiązujące trendy, czyli kilka smaczków ubraniowych:
1. Sam projektant założył białe adidasy, do tego grube skarpety narciarskie i podwinął jeansy, aby można było podziwiać cały zestaw.
2. Srebrna korona cierniowa. Dwa razy. Czy chodzi o cierpienie dla mody?
3. Zestaw jak u muszkieterów – koszula z szerokimi, haftowanymi mankietami plus odpowiednia marynarka niemalże z epoki – widziane co najmniej 3 razy
4. Reszta niestety powiewała nudą: sukienki od znanych projektantów (nawet ja rozpoznałam!) kilka wyeksponowanych logo torebek, cekinowe kurtki i buty na grubej podeszwie.

Fashion Week to święto mody, to czas na pokazanie efektów swojej pracy, podejrzenie trendów i obcowanie ze sztuką. Mimo, że dla mnie to świat zupełnie egzotyczny pomyślałam, że fajnie by było mieć coś podobnego z dziedziny architektury. Co prawdą są przeróżne targi branżowe, ale właśnie, są one przeznaczone głównie dla osób z branży. A gdyby tak zorganizować wydarzenie, na którym po prostu wypada się pokazać, podpatrzeć nowe nurty, zobaczyć prezentacje nowych projektów zorganizowane z wielką pompą a później przedyskutować to przy lampce szampana. Albo dwóch. A później pójść na szalone after party z architektami!


Źródła:

Reklamy

Targi zdrowego jedzenia

Od jakiegoś czasu sporą popularnością cieszą się wszelki maści targi śniadaniowe i lokalnego jedzenia. Zasada jest prosta: w umówionym miejscu spotykają się wytwórcy zdrowego jedzenia oraz jego wielbiciele i zaczyna się wielka, publiczna uczta.
Jak dotąd nie miałam okazji uczestniczyć w podobnych wydarzeniach odbywających się cyklicznie w większych miastach, w końcu jednak udało mi się znaleźć podobne event mojej okolicy.
Z pewną dozą ekscytacji oraz z pustym żołądkiem udałam się na miejsce kulinarnej rozpusty i nie zawiodłam się; ilość wystawców gwarantowała duży wybór wszelkiego dobra i każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Co zatem jest takiego specjalnego w targach jedzenia? Przede wszystkim jakość żywności, z założenia ma być pochodzenia lokalnego, bio, organiczna i jak tam jeszcze można modnie nazwać wysokiej jakości produkty. Duży wybór sprawia, że coś dla siebie znajdą osoby z alergiami i nietolerancjami, dietami np. wegańską oraz wszyscy, którzy potrzebują urozmaicenia.
Po drugie chodzi o pomysłowość w przygotowywaniu przeką
sek i sprawieniu, aby zachęcały swoją oryginalnością i umożliwiały nam spróbowanie nowych, nie zawsze tak oczywistych kompozycji.
Po trzecie zaś jest to bardzo fajne spotkanie towarzyskie z ludźmi mającymi podobne preferencje kulinarne – tutaj raczej nikt nie powie „fuj, szpinak” lub też „mięsa nie dotknę”, raczej – albo pójdzie poszukać ulubionego wystawcy lub postara się spróbować czegoś nowego.
Mnie targi przede wszystkim zainspirowały do szukania nowych przepisów, np. na pikantne wegańskie ciasto czekoladowe lub też bezglutenowe tacos.
Żeby nie było zupełnie bezkrytycznie, zwrócę uwagę na kilka wad takich spotkań. Po pierwsze są coraz popularniejsze i robi się coraz tłoczniej. Jest w tym wszystkim też element komercjalnej hipsteriady i lansowania się na zdrowym jedzeniu (zapewne w lokalnej restauracji zapłaciłabym mniej za podobnej jakości danie). Mimo wszystko targi bardzo mi się podobały i planuję się udać na podobne jeszcze raz, a może w przyszłości uda się zorganizować coś podobnego na mniejszą skalę, np. wspólne gotowanie ze znajomymi albo piknik.
A wy co myślicie o takiego typu spotkaniach?


1

2

3

4

O świątecznym prezencie i Masala Chai


Chłodny, zimowy wieczór najlepiej jest spędzić pod kocem, z dobrą lekturą i kubkiem herbaty. Moim zeszłorocznym odkryciem jest Masala Chai – aromatyczna, pochodząca z Indii herbata serwowana z mlekiem. Słodki zapach i korzenny smak od razu przypadły mi do gustu, dodatek mleka (może być roślinne) nadaje jej aksamitnej, nieco gęstszej konsystencji.
Dotychczas kupowałam gotowe mieszanki Masala Chai, jednak podczas ostatniej wizyty u znajomych odkryłam, że można ją łatwo przygotować samemu, co więcej, może być również świetną propozycją na prezent.
Tak więc, jako świąteczny, możliwy do własnoręcznego wykonania prezent przedstawiam Masala Chai!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA


Składniki:
3 łyżeczki dobrej jakości czarnej herbaty liściastej
5 łyżeczek cukru albo miodu, u mnie Xylitol
łyżeczka imbiru
pół łyżeczki lub pół laski cynamonu
pół łyżeczki gałki muszkatołowej
kilka goździków
pół łyżeczki kardamonu


Istnieje wiele przepisów na Masala Chai, tak więc w zależności od naszych upodobań można zmieniać proporcje składników.


Przygotowanie:
2 szklanki wody
1-2 szklanki mleka (może być roślinne)


Mieszankę wsypać do rondelka i zalać dwoma szklankami wody, zagotować. Po zagotowaniu zmniejszyć ogień, dodać mleko i podgrzewać napój jeszcze kilka minut.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Jeżeli uznamy herbatę za zbyt intensywną możemy oczywiście dodać więcej wody lub mleka, można dodać również łyżeczkę kakao i stworzyć Mocca Chai lub też schłodzić napój i podawać go z kostkami lodu i cytryną (w wariancie – bez mleka).


Ja moje mieszanki wsypałam do słoiczków, zaopatrzyłam w instrukję przygotowania i zostawiłam pod choinką, mam nadzieję, że będą miłą niespodzianką!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

  • Indyjska herbata Chai Masala http://www.arkadia-polania.pl/herbata-chai-masala.php [dostęp: 2014-12-23],
  • W gąszczu zdrowego trybu życia

    Ostatnio zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami o zdrowym trybie życia, artykułami o szkodliwości glutenu, kampaniami promującymi regularne bieganie i coraz większą ilością produktów bio, organicznych lub dla alergików. W tym natłoku można poczuć się zdezorientowanym nie wiedząc, co właściwie jest dla nas zdrowe i właściwe.

    Moje zainteresowanie zdrowym trybem życie przyszło, jak to zazwyczaj bywa, gdy coś zaczęło szwankować. Dotychczas wydawało mi się, ze odżywiam się właściwie, nadmiar słodyczy, skoro nie tyję, jest tylko małym grzeszkiem, późne chodzenie spać jest czymś zupełnie normalnym w dzisiejszych czasach a problemy z koncentracja i pamięcią są objawami zmęczenia. Zmęczenia, które mimo urlopu nie przechodziło.

    Później zaczęły się większe problemy, o których jednak nie będę pisać. Historia minionych miesięcy (!!!) skłoniła mnie do zastanowienia się nad moją dietą, trybem życia i nastawieniem. Zaczęłam po omacku, nie mając pojęcia czym może być spowodowane moje wtedy już bardzo złe samopoczucie. Na szczęście dość szybko natrafiłam na fachowe źródła traktujące o tematyce zdrowotnej. Zaczęłam zmieniać swoje nawyki, mimo iż znalezione przeze mnie informacje podważały moja dotychczasowa wyniesiona ze szkoły wiedzę – m.in. piramidę zdrowego żywienia. Okazało się, że nowa dieta, a raczej nowy sposób żywienia, nie jest czymś tak restrykcyjnym jak mi się wydawało – po ponownym odkryciu starych przepisów stała się bardziej powrotem do źródeł. W moim przypadku w pełnym odzyskaniu zdrowia pomaga również indywidualnie dobrana suplementacja.

    OLYMPUS DIGITAL CAMERASłodkie muffinki bez grama mąki i cukru (tudzież słodzików)

    Wracając do tematu przewodniego – tzw. zdrowego trybu życia. Środowisko, w którym żyjemy, jest coraz bardziej zanieczyszczone, żywność coraz bardziej przetworzona, kosmetyki zawierają bardzo agresywne składniki, przebywamy wiele godzin w klimatyzowanych pomieszczeniach pracując przy sztucznym oświetleniu. Idąc dalej – mamy coraz mniej ruchu, większość dnia spędzamy w jednej pozycji, jesteśmy narażeni na permanentny stres. Ubrania które nosimy są zazwyczaj ze sztucznych, nieprzyjaznych skórze materiałów a nasze ocieplone styropianem domy zamieniają się w termosy.

    Nigdy wcześniej człowiek nie był narażony na tyle szkodliwych czynników i nigdy nie był aż tak pozbawiony instynktu samozachowawczego. Wiemy, że coś jest dla nas szkodliwe, lecz tłumaczymy sobie, ze ‘to tylko troszeczkę’, bądź że właściwie wszystko jest niezdrowe lub beztrosko stwierdzamy, że ‘na coś trzeba umrzeć’.

    Daleka jestem od ekstremalnych zachowań typu pełen powrót do życia w naturze, bowiem doceniam osiągnięcia naszej cywilizacji oraz udogodnienia jakie dzięki nim mamy. Zrozumiałam jednak, że nie możemy bezkrytycznie podchodzić do serwowanego nam na każdym kroku nadmiaru. Wielkie koncerny nastawione są na zyski i każdy produkt sprzedadzą nam jako fit, light, prozdrowotny lub nowoczesny i innowacyjny. To od nas zależy, czy będziemy świadomi naszych potrzeb i wyborów, czy też będziemy się zadowalać powszechnie dostępnymi gotowcami, niekoniecznie dla nas dobrymi.

    Żadna z nas nie jest wykwalifikowana na tyle, aby udzielać profesjonalnych porad zdrowotnych, jednak łączy nas podobne podejście do stylu życia, chęć zmian oraz ciekawość w odkrywaniu nowych rozwiązań. A poza tym duża (może zbyt duża:) ilość czasu spędzanego w sieci na poszukiwaniach tej właściwej drogi. A blog jest świetnym miejscem na podzielenie się naszymi znaleziskami.

    Zimowa zielona herbata paleo

    Eksperymentowałam z kawą, teraz przyszedł czas na zieloną herbatę:) Wiecie, zimno, ciemno, sennie… A jeszcze nie chcemy kłaść się spać pod kołderkę, bo przecież dopiero przed chwilą wróciliśmy z pracy. Dlatego chciałabym zaprezentować Wam moją zimową wersję herbatki at five o’clock – tylko zamiast Earl Grey zaparzmy zieloną (najlepiej Senchę liściastą), a dwie kostki cukru zamieńmy na dwie łyżeczki miodu leśnego (lub wielokwiatowego, co kto lubi:) ). Wkrojmy 3 soczyste plasterki świeżego imbiru (skórkę obieramy łyżeczką) i zaparzmy to wszystko gorącą wodą, która jednak już przestała być wrzątkiem. I kiedy tak napar nam przyjemnie paruje, dodajmy łyżeczkę… prawdziwego masła! Niweluje ono pewną cierpkość zielonej herbaty i dodaje delikatnego, aksamitnego posmaku, przy czym idealnie komponuje się z miodem i nutami imbiru. Tu przyznam, że zainspirowałam się zupełnie inną recepturą – w dalekim Tybecie tradycyjnie pija się herbatę z dodatkiem masła z mleka jaków i soli, która rozgrzewa i dodaje energii (1). Coś jednak mi podpowiada, że taki słony napój nie przeszedłby mi tak łatwo przez gardło;) Co innego imbir i miód, mmm… Spróbowalibyście? 😉

    Herbata z masłem

    Zielona herbata z masłem, imbirem i miodem leśnym

    Zimowa zielona herbata paleo

    1. 1 czubata łyżeczka zielonej herbaty (ew. 1 torebka)
    2. 1-2 łyżeczki miodu leśnego (lub innego łagodnego)
    3. ok. 2-3 plasterki świeżego imbiru
    4. 1 łyżeczka masła min.82%

    Składniki mieszamy w kubku, zalewając wcześniej zagotowaną, bardzo gorącą (ale już nie wrzącą) wodą. Aby uniknąć rozbieganych fusów, używam zaparzaczki do herbaty – ja używam stalowej kulki, mniej więcej takiej (chyba w każdym markecie można taką dostać):

    Zaparzacz do herbatyPs. szukając zdjęcia do zobrazowania tego, co mam na myśli, znalazłam też takie cudeńko (za którego przyjemność posiadania trzeba jednak zapłacić 20$ plus koszty przesyłki;)…(2) Na szczęście wyznaję zasadę, że nie wszystko, co się podoba, trzeba kupować, więc po nasyceniu wzroku pięknym domkiem, wracam do swojej całkiem funkcjonalnej „kulki” ;)):

    zaparzacz-do-herbaty-w-ksztalcie-tardis-z-doctor-who-2186

    Zaparzacz do herbaty w kształcie Tardis z Doctor Who (http://www.thinkgeek.com/product/15eb/)


    Źródła:

    1. Tybetańska herbata. Beata Pawlikowska | http://beatapawlikowska.com/diary,text,2983.html [dostęp: 2014-12-15],
    2. Doctor Who TARDIS Tea Infuser|http://www.thinkgeek.com/product/15eb/